Miniatura do Od pomocnika do członka zarządu

Od pomocnika do członka zarządu

O dwóch dekadach pracy w Piekarni Cukierni Putka, trudach rzemiosła piekarskiego i inwestycjach w przyszłość opowiada Marcin Puchalski.

Moje doświadczenia pomogły i wciąż pomagają mi w poszukiwaniu nowych pomysłów i tworzeniu rozwiązań przydatnych na produkcji. Zależy mi na takich usprawnieniach, które mogą uczynić pracę choć trochę lżejszą. Mam wielki szacunek do pracowników, za ich codzienny wysiłek, bo dobrze pamiętam kolejne etapy swojej pracy w piekarni – chociażby naukę wyrabiania ciasta. W czasie jednej nocnej zmiany trzeba było przenieść z piwnicy do windy towarowej 4 tony mąki. Poza ciężarem, dodatkowym utrudnieniem była wysokość windy wynosząca 140 cm, co przy moim wzroście 191 cm było nie lada wyzwaniem. Potem te 4 tony musiałem rozładować z windy, a następnie przesypać do dzieży na zakwas. To był naprawdę dobry czas, żeby poczuć trud pracy piekarza.

Pączki i blachy już nie parzą

Po obronie pracy magisterskiej i półrocznym doświadczeniu w pracy zmianowej, zacząłem pracować w biurze i zająłem się wdrożeniem systemów jakości ISO 9001 i HACCP. Dzisiaj są one standardem, wtedy byliśmy pionierami. Byłem młody, tuż po studiach, a jednak szefostwo zaufało mi. Wdrażając systemy jakości musiałem zapoznać się z dotąd nieznanymi mi obszarami funkcjonowania piekarni, jak ekspedycja czy logistyka. Prezes Zbigniew miał zaufanie śmiałość podejmowania trafnych decyzji, choć często wydawały się ryzykowne.

To m.in. jego odwaga zaowocowała rozwojem firmy. W 2003 roku wybudowaliśmy nową pracownię produkcji chleba i zainstalowaliśmy silosy na mąkę – już nie trzeba nosić worków z mąką! Później udało się uruchomić, kupionego z austriackiej piekarni, używanego robota do odkładania blach. Pączki już nie parzą, bo zanim trafią do opakowań stygną na transporterze, a chleby formowe z forem wyrzuca specjalny transporter obrotowy. To tylko niektóre z inwestycji.

Nowoczesna piekarnia, tradycyjne fundamenty

Firma rozwijała się bardzo szybko i wymagała powiększenia przestrzeni produkcyjnej. Doszło do tego, że musieliśmy się rozbudować dwa razy w ciągu jednego roku. Wszystkie inwestycje osobiście nadzorowałem, stąd na jednym z pikników firmowych dostałem od pracowników w ramach żartu koszulkę z napisem „Bob Budowniczy”. To był czas, kiedy częściej niż obracające się dzieże oglądałem pracujące betoniarki. W końcu, przy zaangażowaniu olbrzymich środków i pracy wielu ludzi pod przewodnictwem Grzegorza, syna prezesa Zbyszka, udało się wybudować piekarnię w Juszczynie. Nowoczesna siedziba firmy nie oznacza odejścia od tradycji. Maszyny mają jedynie usprawnić produkcję. Dbałość o tradycyjne technologie wypieku pozostała niezmienna, podobnie jak gotowość do wysłuchania i wspierania pracowników. Myślę, że to jeden z fundamentów i klucz do sukcesów firmy.

Chcesz sprawdzić czy Piekarnia Putka to dobre miejsce dla Ciebie?

Czytaj też

Lubię być w ruchu

Lubię być w ruchu

Z Robertem Lewandowskim, kierowcą w Piekarni Cukierni Putka rozmawiała Małgorzata Müldner. Pamiętasz swój pierwszy dzień w piekarni? – To były...

Lubię być w ruchu
Z jednego pieca chleb jedli

Z jednego pieca chleb jedli

Pracują razem od blisko trzech dekad, zaczynali od wypieku podstawowych produktów, dziś zajmują kluczowe stanowiska w firmie, zarządzają obszarem produkcji,...

Z jednego pieca chleb jedli
Zmiany pozwalają wzrastać

Zmiany pozwalają wzrastać

To miała być przygoda na chwilę, która trwa już dekady. O Piekarni Cukierni Putka wczoraj i dziś opowiadają: Agnieszka Janowska,...

Zmiany pozwalają wzrastać